Autor: Mikołaj Blechert
Tytuł: Czarodziej Magnus
Data wydania: 2018 r.
OPIS WYDAWCY:
Opowieść dla ludzi
odważnych, którzy szukają nowych wyzwań
Jak możesz sprawdzić, kim tak naprawdę jesteś, jeśli nie zostałeś nigdy wystawiony na próbę? Czarodziej Magnus wie, że tylko w konfrontacji z niebezpiecznymi siłami będzie mógł udowodnić swoją moc. Rozpoczyna więc długą wędrówkę, podczas której spotka ludzi, którzy pomogą mu odkryć swoją tożsamość.
Walki z potworami, niebezpieczne wyzwania, szalone hulanki i swawole, a także piękne kobiety – w tej baśniowej opowieści wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, a kolejne przygody wciągają czytelnika w wir magicznego świata zamieszkanego przez elfy, krasnoludy i czarodziejów.
Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czy jestem honorowy, a może zgorzkniały? Czy poznałem sens wszelkiego stworzenia? Czy lubię sobie dobrze wypić, zjeść i pohulać? Czy potrafię się zakochać dogłębnie, aż do utraty sił? Czy jestem w stanie umrzeć w imię idei, przyjaźni lub chwały? Czy jestem myślicielem?
Jak możesz sprawdzić, kim tak naprawdę jesteś, jeśli nie zostałeś nigdy wystawiony na próbę? Czarodziej Magnus wie, że tylko w konfrontacji z niebezpiecznymi siłami będzie mógł udowodnić swoją moc. Rozpoczyna więc długą wędrówkę, podczas której spotka ludzi, którzy pomogą mu odkryć swoją tożsamość.
Walki z potworami, niebezpieczne wyzwania, szalone hulanki i swawole, a także piękne kobiety – w tej baśniowej opowieści wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, a kolejne przygody wciągają czytelnika w wir magicznego świata zamieszkanego przez elfy, krasnoludy i czarodziejów.
Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czy jestem honorowy, a może zgorzkniały? Czy poznałem sens wszelkiego stworzenia? Czy lubię sobie dobrze wypić, zjeść i pohulać? Czy potrafię się zakochać dogłębnie, aż do utraty sił? Czy jestem w stanie umrzeć w imię idei, przyjaźni lub chwały? Czy jestem myślicielem?
RECENZJA:
„Czarodziej Magnus” jest niestety moim największym rozczarowaniem
czytelniczym 2018 roku. W tym roku na moim koncie mam już przeszło 70 książek
przeczytanych, jedne były lepsze, inne gorsze, jednakże żadna z nich nie
zasługiwała na najniższą ocenę.
Od pierwszych stron główny bohater wydał mi się egocentrycznym
dupkiem, który zamiast skupić się na powierzonej misji wolał się objadać i
ganiać po zamczysku za niewiastami. Niestety to przekonanie pozostało mi do
ostatnich stron. Magnus okazał się ponury, bez poczucia humoru, w dodatku mądry
w gębie, a do czynów mu daleko. Dlaczego? Otóż cała przygoda Magnusa polega na tropieniu
Armii Pana Ciemności, wędruje od miasta do miasta w celu zwalczania złych mocy,
jednakże jak już ma stanąć do walki to niczym tchórzliwy zając, szykuje się do
ucieczki i szuka schronienia. Czy taki właśnie powinien być bohater?
„Czarodziej Magnus” z założenia miał być powieścią
fantastyczną, ale szczerze mówiąc dla mnie to kiepski erotyk… Zdecydowanie w
przygodach Magnusa więcej możemy się dowiedzieć o pijackich imprezach w karczmach,
wyuzdanych kobietach, które niosą za sobą sporo treści seksualnych. Co do samych
opisów aktów seksualnych (w końcu jestem kobietą i lubię wzniosłość miłosnego
aktu) seks w tej książce jest taki bezuczuciowy, a wręcz dziwkarski – opisy niejednokrotne
są automatyczne, wyliczane co sprawia, że jako czytelnik nie poczułam miłości –
a ponoć Magnus był zakochany w pięknej Ewam?! „Raptem wstaliśmy z łóżka i
podeszliśmy do ściany, przydusiłem jej sylwetkę moim ciałem…”(„Czarodziej
Magnus” M. Blechert, s. 63) Dodatkowo irytowało mnie strasznie nazewnictwo
kobiecego biustu za pomocą cytrusów – mogłabym się nawet połasić na
stwierdzenie, że porównań kobiecego biustu w tej książce jest więcej niż samej
magii – tak się dowiadujmy, że między innymi Ewam miała grejpfruty, a Melania
bodajże pomarańcze…
Z przykrością muszę stwierdzić, że jako czytelnik, ani
na moment nie poczułam magii. Niby były opisy, zaklęcia, fantastyczne
stworzenia, Czarny Pan, ale… To wszystko było opisane w taki sposób, ż trudno
było to poczuć, trudno było wciągnąć się w ten klimat…
Dodatkowo autor troszkę „folguje” językiem, a jednej
strony książka widać, że napisana z zamiarem przekazania treści czytelnikowi za
pomocą języka starodawnego, który wyszedł już z użycia. Pomysł naprawdę fajny w
końcu w takich czasach Magnus włóczy się z miasta do miasta. Jednakże cały język
jest zepsuty poprzez wstawki stricte współczesne. I tutaj nie sposób dodać, że
nawet pewne potrawy, czy przedmioty, czy nazwy ze współczesności pojawiają się
w tym średniowiecznym klimacie… I tak w książce
możemy spotkać Magnusa, Ewam, Karolinę, czy Wiktorię, Andorę, Koniaszów oraz jajka
w majonezie 😉 Istny miszmasz językowy i czasowy…
No cóż, naprawdę chciałam znaleźć w tej książce coś
pozytywnego…. Coś o czym można napisać przychylnie, dlatego też dotrwałam do końca.
Niestety jednak nie znalazłam tego plusa, oprócz wszystkich rzeczy, które już opisałam,
książka dłużyła mi się niemiłosierne. Trzeba przyznać, że było to niesamowicie
ciężkie wyzwanie czytelnicze – chyba nie bez przyczyny na okładce mamy przestrogę,
że to „opowieść dla ludzi odważnych”…
Za egzemplarz dziękuje zespołowi www.czytampierwszy.pl

Komentarze
Prześlij komentarz